Dyszka bez zadyszki, czyli Pogotowie Wnętrzarskie świętuje 10 urodziny!

Pogotowie Zespół-ost

Juhuuu… mamy dyszkę! Czas na szampana, tort i chwilę refleksji. Dlatego to będzie wpis bardziej osobisty. Często pytacie nas, jak urodził się pomysł na Pogotowie, czym oddychamy, czym się inspirujemy w generowaniu pomysłów na projektowanie i aranżacje wnętrz. Dziś z przyjemnością dzielimy się z Wami tą częścią naszej historii.

Gdy zaczęłyśmy ostatnio wspominać, wyszło nam, że to jednak jest fascynujący splot przypadków, ciężkiej pracy i Waszego wsparcia, że jesteśmy teraz tu, gdzie jesteśmy. I że jesteśmy tu akurat z Wami ? Pogotowie Wnętrzarskie, urodzone nieprzypadkowo w święto 1 czerwca, to zdecydowanie nasze ukochane dziecko. Solidnie przez ten czas nam wyrosło, nabrało rumieńców, ma ciągle jakieś pomysły, projektowe ADHD, swoje zdanie – i nie zawaha się ich użyć.

Pogotowie Wnętrzarskie w osobach Joasia i Kasia dzisiaj.

Dekada to też kawał czasu i wyboista droga do celu. Dziś jesteśmy przede wszystkim zespołem (podkreślamy zespołem) doświadczonych projektantek, które: z pasją i sercem tworzą dla Was wnętrza, rozwiązują problemy, pomagają Wam jak najszybciej i pięknie zamieszkać.

Aby opowiedzieć, jak do tego doszło, wróćmy kilka… naście (!) lat wstecz, do Krakowa. Przyjrzymy się dwóm studentkom z Wydziału Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych – Joasi i Kasi. Połączyło nas wspólne zainteresowanie projektowaniem, psychologią i człowiekiem. A zatem: once upon a time… żartujemy, będzie bez bajek ;)

1999 – odbieramy nagrodę za wnętrze roku od krakowskiej Gazety Wyborczej (Franek – syn Joasi jest w brzuchu :) ).

Wnętrza mają głos!

Po studiach projektowałyśmy wnętrza w sposób „tradycyjny”, tak jak nam w szkole kazali. I co? Już po kilku latach czułyśmy się bardzo tym zawodem wymęczone. Na co dzień kipimy energią. Tymczasem kolejne projekty to były mozolne plany, szczegółowe katalogi dostępnych na rynku opcji. Wszystko rozpisane i rozrysowane, etap po etapie. A potem klienci i tak prawie wszystko zmieniali, aby na koniec wrócić do początkowej, „na szybko” naszkicowanej z nami wizji.

Zdecydowałyśmy, że musimy radykalnie zmienić sposób pracy. Potrzebowałyśmy własnego systemu, w którym uwaga skupiała się na indywidualnym podejściu do klienta. Szybko uświadomiłyśmy sobie, że w projektowaniu najciekawsza jest część psychologiczna, czyli bezpośrednia praca z ludźmi, poznawanie ich rzeczywistych potrzeb i pragnień związanych z ich przyszłymi miejscami do życia.

Matka i Matka Chrzestna Franka – póżniesze matki Pogotowia Wnętrzarskiego.

Chcemy inaczej, czyli nasze inspiracje.

Tak właśnie wyrzuciłyśmy do kosza prowadzenie projektów etapami, jakich nauczyła nas szkoła. Niepotrzebnymi naszym zdaniem. Dojście do takiego wniosku było procesem, na który złożyło się kilka ważnych momentów.

  • Pierwszym było olśnienie, że często piękne wnętrza powstają w zasadzie bez żadnych projektów. Przekonałyśmy się o tym współpracując w 2008 r. z programem telewizyjnym Dekoratornia. Tam nie było czasu na tworzenie detalicznych rysunków (szczerze? Żadnych rysunków). Projektanci opowiadali przed kamerą pomysły i wizje, a wykonawcy je realizowali. I co? Same byłyśmy zdumione, że mimo pracy „na skróty”, sypialnie i jadalnie, mieszkania i domy, które wtedy powstawały w Dekoratorni, były świeże i oryginalne. A przyszli mieszkańcy – nimi zachwyceni. Odkryłyśmy na nowo radość projektowania, gdy okazało się, że na podstawie zbudowanego między projektantem i klientem zaufania można stworzyć super przestrzeń do życia.
  • Inspiracją był też niezwykle kreatywny i nowatorski sposób pracy z młodymi pacjentami, który z racji zawodu rodziców Kasi mogłyśmy obserwować w Zespole Leczenia Domowego przy uniwersyteckiej Klinice Psychiatrii i Młodzieży w Krakowie. Tamtejsi lekarze, zniechęceni trudnościami w postawieniu diagnozy i długą nieskuteczną terapią, któregoś dnia wpadli na pomysł, aby zamiast spotykać się z młodym pacjentem w „zimnym” gabinecie, umówić się z nim w jego domu. Efekty były porażające. Wizyta u pacjenta znacznie przyspieszała zdiagnozowanie problemu. Przestrzeń osobista, w której mieszkamy, mówi o nas więcej, niż sami chcemy odkryć. Zapamiętałyśmy przykład nastolatka, który tkwił w totalnym buncie wobec rodziny i świata. Nie mył się, chodził w ubłoconych ciuchach. Matka żaliła się, że pomalował pokój na czarno. Zwróciła się o pomoc do psychologów. Odbyło się kilka spotkań z chłopakiem w gabinecie. Nic. Potem jedna sesja w domu – w tym jego brudnym, czarnym pokoju. I wszystkich olśniło, już przy przekroczeniu progu tamtego domu. Lekarzy powitało sterylnie czyste wnętrze, w którym wszystko miało swoje miejsce. Matka chłopca już czekała w progu, z chlebem, solą i pantoflami dla gości, które bezdyskusyjnie musieli założyć. W czasie rozmowy cały czas coś czyściła, dezynfekowała. Jasne: problem psychologiczny syna-nastolatka był wynikiem problemów psychologicznych jego mamy. I to ją najpierw objęto leczeniem, skutecznie ?.

Tak wyglądałyśmy kiedy Pogotowie miało 5 lat i nie miało jeszcze zespołu. Potem nam się rozjaśniło w głowach (i na głowach) i pojawił się zespół projektowy Pogotowia Wnętrzarskiego.

A zatem wnętrza mają głos! Gdy to sobie uświadomiłyśmy, wstrząsnęło to naszym myśleniem o pracy! Jeszcze bardziej zainteresowałyśmy się psychologią i już widziałyśmy: chcemy pracować z klientami w ich naturalnym środowisku. Projektować wnętrza dla Was, przy Was, w Waszych domach.

Strzał w dziesiątkę, czyli filozofia Pogotowia Wnętrzarskiego.

W Dzień Dziecka 2009 r. założyłyśmy Pogotowie Wnętrzarskie, którego filozofią stało się pięć filarów:

  1. Kontakt z klientem, najczęściej u niego w domu. Pozwala nam to dużo szybciej zrozumieć styl, jaki się Wam podoba (i dlaczego).
  2. Zmniejszenie papierologii do minimum. Zbędnej wg. nas, czasochłonnej i kosztownej dokumentacji projektowej. Po co robić sztukę dla sztuki? Można rysować godzinami rozłożenie ramek na ścianie, ale można spotkać się z klientem, mając przy sobie młotek i gwoździe, prawda?
  3. Bycie dla klienta wsparciem i przyjacielem. Skrócenie dystansu pomiędzy projektantem a klientem. Bycie oparciem w tym trudnym czasie jakim – ZAWSZE – jest remont. Bo najbardziej lubimy, jak wszystkim jest miło.
  4. Wrodzona empatia – aby dotrzeć do potrzeb konkretnego człowieka. W końcu każdy chce zamieszkać we wnętrzu szytym na swoją (a nie projektanta) miarę.
  5. Każdy klient jest inny. Uznałyśmy, że dla nas ważniejszy jest Człowiek przez duże C, a nie Design, przez duże D.

Zignorowałyśmy komentarze mnóstwa osób – często z branży – mówiących nam, że to się nie może udać. Nasza firma rosła błyskawicznie, klienci byli zadowoleni, ilość zleceń przekraczała fizyczne możliwości założycielek – po prostu nie starczało nam doby. W ten sposób nadszedł czas na poszerzenie zespołu.

Dziesięć wspaniałych (w tym jeden rodzynek), czyli nasz zespół

Trudno było – i nadal jest – znaleźć projektantów do Pogotowia. Takich, którzy zakochają się w naszym sposobie pracy. Wymagania w czasie rekrutacji? Szukamy osób emocjonalnych, empatycznych, otwartych, miłych, lubiących człowieka (klienta). Konieczność pracy w warunkach stresujących nie może naszego projektanta paraliżować – przecież Wy – klienci – patrzycie nam cały czas na ręce, gdy mierzymy, szkicujemy i ustawiamy rzeczy w Waszym domu.

Najpierw do zespołu dołączyły dwie kolejne utalentowane projektantki, a dzisiaj jest nas już 10 (w tym jeden rodzynek)! Uwielbiamy ludzi empatycznych, z poczuciem humoru, z umiejętnością tworzenia szybkiej wizji i  ufających sobie przy pracy. Trzeba też potrafić pięknie o swojej wizji opowiedzieć, być emocjonalnym.

Tylko z takimi współpracujemy w ramach Pogotowia. 10+1 na 10 urodziny? Czemu nie!

2019 – A to cały zespół dzisiaj :)

Dopiero się rozkręcamy… !

Podczas tych dziesięciu lat dzięki Wam, Nasi Kochani Klienci, mogliśmy sprostać niezliczonym wyzwaniom. Zrealizowaliśmy tysiące projektów na aranżacje, zawarliśmy setki znajomości. Przeżyliśmy mnóstwo wzruszeń, poruszyło nas miliony emocji. Zdobyliśmy wielu nowych przyjaciół od serca i nawet kilku wrogów (głównie wśród konkurencji…).

Do tej pory opowiedzieliśmy sporo o sobie, ale teraz trochę… o Was :)

Najmocniej nas cieszy, że do nas wracacie. Z niektórymi z Was jesteśmy już tak długo, że pamiętamy wspólne urządzanie pierwszego mieszkania, powiększania rodziny (pokoje dla dzieci), potem kupowania mieszkań na wynajem, wreszcie poszukiwania mieszkań dla dorosłych już dzieci. A gdy Wasze duże dzieci się wyprowadziły, rodzice brali się do remontu, aby zmienić mieszkanie / dom całkowicie pod siebie.

Bardzo się cieszymy, że nam ufacie i nas polecacie! Szczerze mówiąc, niezwykle odważne z Was osoby – często przecież decydujecie się na pracę z nami już po pierwszej rozmowie, gdy przez telefon opowiemy o naszej filozofii działania.

Spędzając niezliczone godziny przy Waszych projektach, przez te 10 lat non stop się rozwijaliśmy. Każdy nasz projektant wnętrz jest jednocześnie rzemieślnikiem i twórcą. Rozwiązuje proste – tylko na pierwszy rzut oka – problemy, odpowiada na pytania, planuje i wypełnia Waszą przestrzeń domowo-życiową. Dla każdego z Was przygotowujemy coś szczególnego i indywidualnego, dlatego każdego z Was pamiętamy.

Jesteśmy wdzięczni, że zgadzacie się na nasze (często szalone) pomysły na projektowanie wnętrz. Nie oszukujmy się – popełniamy także błędy – ale w takich trudniejszych chwilach jesteście otwarci na szukanie z nami konstruktywnych rozwiązań. I oczywiście zawsze jest nam miło, kiedy słyszymy, że jesteście zachwyceni współpracą. Dziękujemy Wam bardzo za te 10 nasyconych, ciepłych lat. Nie możemy się doczekać kolejnych wyzwań i kolejnych dekad najbardziej odjechanych realizacji! Bez Was nie byłoby naszego Pogotowia Wnętrzarskiego!

Uściski!
Kasia i Joasia, wraz z całym Waszym Zespołem Projektowym

Facebook
Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress